amarone blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: wine-bar-krakow

W notce tej opisane miały zostać Lidlowskie rakiety V 1 i V 2 (czyli Vespral reserva i gran reserva) za odpowiednio 15 i 16 PLN. O nich będzie jednak krótko. Wina średniej klasy, powiewające cienizną. Jednocześnie muszę przyznać, że to wina o najlepszej relacji jakości do ceny z trzech odtychczas pitych w ramach winnych wtorków (Australijski kupaż chardonay i semillon za ponad trzydzieści złotych i niemiecki riesling za prawie sześćdziesiąt zdecydowanie ustępują na tym polu). Tylko przedstawiciel handlowy lokalnego importera może spodziewać się po gran reservie za 15 złotych cudów… Moja ocena (albo z dedykacją dla „romana” z deo – nasze „wyczuwalne” oceny) 5/10.

Tutaj następuje płynne przejście do drugiego tematu. Drażni mnie wszechwiedza Polaków. Drażni mnie to, że każdy jest najlepszym kandydatem na trenera męskiej reprezentacji piłkarskiej, najlepszym minitrem finansów, a po 30 edycjach tańca z gwiazdami najlepszym jurorem tanecznym… Niestety tendencja ta dotarła również do wina w internecie, gdzie co rusz ktoś wylewa swoje nieuzasadnione frustracje na innych…

1)  Nie rozumiem ironii związanej z winnymi wtorkami. To, ze oceny są różne – często zgoła odmienne ? Jeżeli to jest prawdziwa opinia, to piszący to jest winnym dyletantem. Wystarczy wspomnieć, że na najsłynniejszej światowej degustacji w ciemno z 1976 roku wśród jurorów oceny jednego wina różniły się nawet o 11 punktów w skali od 1 do 20 ! O rozbieżnościach w obecnych konkursach nie wspomnę… Pisząc notki i degustując wino każdy się uczy… Uczymy się oceniać i degustować. Możliwość porównania z innymi naprawdę dużo daje.
2) Nagonka na wszystkie błędy, nawet te najdrobniejsze, popełnione przez MW, Vintrips itp. – po co? Bezpiecznie jest komentować i wytykać błędy sprzed własnego ekranu, gorzej jednak gdy się samemu zostanie wezwanym do tablicy…
3) Dla ziejących jadem przesyłam Panią, która niedawno swoim szpadlem pozbawiła internetu Gruzinów i Ormian…

Ostatnie tygodnie upływają mi, niczym w Ulicy Sezamkowej pod znakiem litery P oraz imienia Markus! Można by rzec (jak to w niezapomnianym show), że są sponsorami tego odcinka… Niestety za sponsoring ten przychodzi mi słono zapłacić… Bohaterem dzisiejszej notki jest Riesling Kabinett Zeltinger Himmelreich 2009 z winnicy Markusa Molitora.
Pierwsze, wzrokowe oględziny przyniosly szybką ocenę niemal przezroczystej cieczy, lekko zabarwionej akcentami słomkowymi i płowo zielonymi. Następujące po nich, wnikliwsze spojrzenie i konstruktywne dyskusje zaowocowały wspólnym stwierdzeniem, że kolor uderza bardziej w akcenty zieleni. Idąc za głosem serca można byłoby to podciągnąć pod kolor roweru mojego dziadka określony przez tamtejszą „złotą rączkę” mianem WCZESNA PAPIERÓWKA…
Drugim krokiem było wywąchanie czegokolwiek. Czegokolwiek, gdyż z racji potężnej choroby moje nozdrza wyczuwają 10% tego co za zwyczaj. Tym razem wyczuły trochę owoców cytrusowych(ananasa, skórki cytrynowej oraz czegoś co pachnie jak owoc liczi (ale tu być może poniosła mnie fantazja i zapewne tradycyjnie się doszukuję;).
Trzecim podejściem było zachłyśnięcie się degustowanym trunkiem. Pierwsze 30 ml wypite zostało z dużym smakiem i chęcią pochłonięcia większych ilości. Kolejne „dawki” notowały niestety tendencję spadkową. Z czasem riesling staje się po prostu… mdły. Zbyt „bijący po zębach” cukier resztkowy i źle zrównoważona kwasowość nie czynią z tego wina mojego faworyta. Mimo tych wszystkich mankamentów jest w degustowanym winie coś co budzi szacunek i pozytywne odczucia. Jest to coś z pogranicza elegancji, i prestiżu. Pijąc je, ma się świadomość, że jednak nie trzyma się w ręku zwykłego rieslinga…
Z wypitym w ramach trzeciej odsłony Winnych Wtorków Rieslingiem Kabinett  jest trochę jak z weselem w podmiejskim domu ludowym. Na pierwszy rzut oka bardzo elegancko: stoły uginające się pod ciężarem zastawy, ciast i owoców, krzesła nakryte stylowymi pokrowcami, w kątach szarfy i złote balony… Z czasem dostrzegamy jednak pewne przerysowanie i brak gracji, zwiewności… Niby Państwo młodzi zdecydowali się na „prestiżowe” wesele i do picia było wino, ale jednak całość wyszła jakaś taka przaśna… 

(jak na poniższym obrazku)

Na początek dla niewtajemniczonych informacja o winnych wtorkach.
Choć ideą winnych wtorków jest opisywanie wypijanych trunków (jak sama nazwa wskazuje) we wtorki, tak przekorni zawsze muszą się wyłamać. Tym razem przekorni na swoje usprawiedliwienie mają problemy z dostaniem ustalonej butelki degustacyjnej …
Nie jestem zwolennikiem sklepów internetowych (ba, jestem ich wielkich przeciwnikiem – tak samo jak FaceBoka, boazerii w kuchni i Justina Bibera…) i postanowiłem, wbrew poradom wszystkich dostać wino w sklepie „stacjonarnym”. Przemierzyłem 42 (słownie: czterdzieści dwa sklepy mniej i bardziej specjalistyczne, almy, leclerki i inne winoteki… Efekt – pustka… Dionizos nie pozwolił mi jednak zginąć na tym łez padole, a tym samym przysporzyć sobie pierwszej kompromitacji w oczach współpiszących. Wybawieniem okazał się znajomy restaurator (jedna z wielu osób, które prosiłem o pomoc i wskazówki w zdobycie wina), który butelkę Chardonnay & Semillon z 2010 od MullyGrubber niedawno dostał w prezencie od… przedstawiciela handlowego!
Kiedy zrozpaczony niepowodzeniem, we wtorkowy wieczór,  zajadałem chleb ze smalcem i ogórki małosolne, przepijając je od czasu do czasu, czystym polskim krupnikiem zadzwonił telefon. -”Siema Konrad! Mam tego austraijc

zyka” – powiedział Adam, właściciel kilku ( a właściwie dwóch: jednej małej, jednej większej) restauracji w Krakowie. Po wtorkowej biesiadzie, środa nie wydawała się najlepszym dniem do degustacji… Dodatkowych problemów przysporzył katar … Z racji wrodzonej (a może nabytej?) alergii chusteczki higieniczne potrzebne są mi przez około 320 dni w roku… Łajka poleciała w kosmos, Polska organizuje Euro, więc i ja nie mogłem się poddać (wy też nie widzicie związku logicznego w użytych przeze mnie porównaniach?). W godzinach wieczornych odkorkowałem(a raczej odkręciłem) długo oczekiwane wino…
Na wstępie duży plus za zakrętkę. Jestem zagorzałym zwolennikiem zakrętek (a nawet kapsli) w winach młodych, które nalezy pić póki są świeżutkie i mają moc! Korek nie tylko do nich nie pasuje (z racji powagi, pietyzmu i doniosłości) , ale i mąci w smaku ( polecam książkę G. Tabera „Cork or not to cork”). Teraz do rzeczy!

Staram się unikać chardonnay, bo znaleźć naprawdę dobre jest coraz ciężej. Staram się unikać kupaży z chardonnay, bo o nie jeszcze trudniej. Tym razem niestety nie było inaczej. W opisywanym winie do myślenia daje kolor – dziwny, niby słomkowy i klasyczny, ale jednak sprawia wrażenie jakby był rozwodniony, niemniej żywy i mocno połyskujący. Pierwszy nos niemal niewyczuwalny (ale z pewnością to ze względu na wiekszy niż zazwyczaj katar) w drugim trochę przerysowanych i przesłodzonych cytrusów (skórka grapefruita, ananas, kilka brzoskwinek). Zdecydowanie za mało. Nos szuka, a raczej doszukuje się czegoś czego już nie ma. W ustach bez zaskoczenia. Po całej serii wypitych w tym tygodniu win z serii „pół” australijczyk również pretenduje do tego miana. Słabo zachowany balans i brak tego na co liczyłem najbardziej  – czyli lekko orzeźwiającej kwasowości (może dobrym rozwiązaniem byłoby tu pozostawienie po fermentacji troszeczkę CO2, aby to podbić?). Świeżość wina niestety nie przekłada się na nic więcej. Więcej do tego wina nie wrócę. Nie jest obrzydliwe, nie jest też niesmaczne, ale nie jest też godne zapamiętania. Jest trochę zbyt nijakie… Któryś z blogerów napisał, że pasuje mu na „babski wieczór” – i z tą opinią się zgadzam. Krótkie, niezobowiązujące wino bez historii. Może gdybym je pił w upalny dzień nad jeziorem, to wrażenia byłyby zgoła odmienne. Tak się jednak nie stało, gdyż dokładniejsze prześwietlenie obnażyło widoczne braki i niedostatki…

Butelka ta na sklepowej półce kosztuje 29 PLN. Za trzydzieści złotych piłem znacznie ciekawsze wina. I niech ten komentarz będzie puentą… Niestety cena jaką przyjdzie mi zapłacić za opisywane chard & sem będzie znacznie wyższa, gdyż na pytanie „jak się mam odwdzięczyć za załatwienie tej butelki” , Adam odpowiedział „W maju będę miał więcej czasu, to mnie zaprosisz do Hiltona na dobrą Starkę.” …


  • RSS