Pracuąc jako „wine waiter” (na określenie sommeliera, na pewno jeszcze nie zasłużyłem;) piłem sporo wina. Wśród wszystkich wielkich win było jednak takie niepozorne Catullo, które szczególnie przypadło mi do gustu… Miało w sobie czar( podobnie jak większość win od Bertaniego), który sprawiał, że piłem je z ogromną przyjemności. Niedawno powróciłem do tego wina i byłem już nieco rozczarowany… Składające się w 60% z Cabernet Sauvignon i w 40% Corviny, Catullo na tle innych win wyroznia się sposobem leżakowania: otóż cabernet leżakuje 12 miesięcy we francuskim dębie, corvina, natomiast korzysta z dobrodziejstw dębu słoweńskiego. Dopiero po upływie roku zostają połączone. Degustowany przeze mnie rocznik 2003 zdecydowanie przeżywa obecnie swoje apogeum. Świadczy o tym piękna, lekko ceglasta barwa oraz aromat. Po kilku łykach odczuć możemy jednak pewien niedosyt. Niezwykła aksamitność i przyjemny finisz nie są w stanie ukryć braku „tego czegoś”… Catullo jest trochę jak europejski rozgrywający – niezwykle precyzyjny i niezawodny, jednak bez brazylijskiego polotu i techniki. Urzekająca niegdyś prostota okazała się niewystarcająca. Catullo polecam wszystkim, którzy szukają wina eleganckiego, ale jednocześnie dość lekkiego i przyjemnego. Zapewniająca niską garbnikowość Corvina w połączeniu z Cabernet Sauvignon daje ciekawy, choć nie rzucający na kolana efekt. Podobnie jak utwory Katullusa, któremu zawdzięcza swą nazwę, jest zbudowane z niezwykłą precyzją i kunsztem, lecz jego głównym zadaniem nie jest zachwycać, a poprawiać samopoczucie…
  Catullo 2003