Czytając blogi vinogranie, białenadczerwonym, czy iwnies nachodzi mnie pewna refleksja: Jaki winopijca – takie wino;) Oni opisują świetne, dość unikatowe wina, a ja mam w swoim udziale te nieco bardziej pospolite i prostsze. Mam jednak nadzieję, że mój czas tez kiedyś nadejdzie;) Pijcie Gruzińskie wina pisał Hugh Johnson na wstępie „Wino sztuka i nauka”. Idąc za jego radą i korzystając z faktu, że za wschodnią granicą wybór win gruzinski jest o niebo lepszy niż w Polsce postanowiłem wraz ze znajomymi takie wino zakupić. W nasze ręce wpadło Tsinandali. Tsinandali to region w Kacheti słynący ze znakomitych białych win. Niestety do sklepów, podobnie jak w Polsce, przedostają się w znacznej mierze wina masowe. Dominującymi producentami z regionu są Shumi i Teliani Valley ( o ile się nie mylę wina Teliani są dostępne w Gruzińskim Chaczapuri w Krakowie). Tsinandali to zestawienie dwóch regionalnych( choć występujących również u sąsiadów) szczepów: Rkatsiteli i Mtsvane. To połączenie daje winu dość jasny „zielonkawo-słomkowy” kolor i kwiatową nutę zapachową. Wyczuć można również lekkie nuty owocowe (żółte śliwki?). W ustach przyjemnie łagodne, lekko mineralne i harmonijne. Smak zwieńczony jest umiarkowanym finiszem. Tsinandali to wino dobre w swojej klasie. Nie wywołuje zachwytów, lecz z pewnością jako niezobowiązujące wino radzi sobie całkiem nieźle. Już na sam koniec przykra refleksja, która mnie naszła podczas pobytu w Kijowie (Kyjewie jak mówią tubylcy;). W każdym niemal sklepie jest większy wybór niż w jego polskim odpowiedniku – w małym sklpeiku przy bazarze (hali targowej) kilkanaście butelek do wyboru, w lokalnej piekarni sporo więcej, niż w naszych ( o ile w naszych piekarniach też są wina;), w sklepie wielkości naszych małych delikatesów dwa regały z winami, kolejne dwa z koniakami i whisky( w sklepie regałów było około 10… ;)

Dziękuje p. Łukaszowi za dostarczoną mi lekturę i wczorajszy obiad w dobrym towarzystwie;)