Jak to dobrze, że ktoś wymyślił weekend;) Weekend, to taki czas, kiedy dużo się i dzieje ( i dużo wina się pije;) Tym razem nie było inaczej… Niezbyt sprzyjające okoliczności stały się pretekstem do spróbowania wina, które mnie zaskoczyło niczym kryzys nasz rząd… Sauvignon Lahn z 2007 roku było jednym z najprzyjemniejszych białych win jakie piłem. Tradycja obniżanie wydajności w okolicach San Michele( nazwa włoska jest znacznie ładniejsza, niż St. Michael Eppan…) Wino zaskakuje swoimm potencjałem. Niezwykle świeże, z wyczuwalnymi aromatami cytrusów i miodową nutką, zjednuje sobie pijącego z niezwykłą łatwością. Odczuwana w usyach subtelność jest godna polecenia. Sauvignon Lahn ’07 to wino ze sporym potencjałem. Producenci twierdzą, że czas jest dla niego łaskawy. Nie wiem, czy za kilka lat smakowałoby mi tak samo, jak teraz, ale wiem, że do niego wrócę.

Tych, którzy obiecali sobie, że doczytają tę notkę do końca muszę zmartwić: to dopiero połowa ;)

Drugie wino, zupełnie inny, choć nie odległy region i inne okoliczności towarzyszyły spożywaniu Bardolino Le Nogare ’06. Mój ulubiony region i producent nie zawiódł. Fachowa literatura opisuje często Bardolino, jako wino nadzyt nudne… Ja odnajduje jednak w nim pewien urok. Bogate aromaty słodkich wiśni i migdałów, a także delikatnie wyłaniające się owoce leśne czynią picie niezwykle przyjemnym. Charakterystyczna dla Corviny niska garbnikowość jest tu olbrzymim atutem. Połączenie jej z Rondinellą dodaje winu szczyptę finezji. Nawet moja „łyżwowa instruktorka” ;) była pod wrażeniem. Bardolino oddaje charakter spokoju panującego nad jeziorem Garda. Lekkość i elegancja Bardolino mi się nie znudzą. Zdecydowanie polecam (np. jako element wyposażenia koszyka piknikowego:) Lato już blisko.