Niska cena i niska temperatura skłoniły mnie do zakupu, który na codzień by się nie wydarzył;) Ukraiński muskat z pięknym słonecznikiem na etykiecie z prawdziwym muskatem niewiele miał wspólnego. Rodzina muscat jest dość szeroka i przybierać może smaki od wytrwanych po bardzo intensywnie słodkie. Mogą być winami musującymi o niewielkiej zawartości alkoholu, ale również bardzo solidnymi winami deserowymi. To co miałem w ustach nie miało jednak z tym niczego wspólnego… Już w „pierwszym nosie” mocno wyczuwalny był aromat słonecznika, który po zmieszaniu (niestety nie kieliszka, a szklanki;) dopełnił się lekko pomarańczowym aromatem. Oba te aromaty nie były jednak aromatami jakie chciałoby się wąchać. Podobnie i wino nie było trunkiem, który chciałoby się pić. Ciemnozłoty kolor sugerował nieco lepszy smak… Wino było żywe i dość świeże, jednak zupełny brak balansu i pozostające w ustach uczucie „taniości” (nie taninowości;) zupełnie je dyskredytowały. Było zbyt oleiste i mdłe. Nie wiem, czy istnieje potrawa, która stanowiłaby do niego dobraną parę… Dawny spichlerz związku radzieckiego dziś w świecie wina nie radzi sobie zupełnie. Nie wiadomo, czy słabe ukaińskie wina to zasługa Michaiła Gorbaczoba i jego wojny wypowiedzianej wysokiemu spożyciu alkoholu w 1984 roku, czy też zupełnego braku stylu i umiejętności. To dość specificzne, bo kraje sąsiednie mogą się poszczycić duże większymi zasługami. Zarówno Słowacja, jak i Węgry oraz Rumunia potrafią robić wina naprawdę wielkie. Jak widać umiejetność poszczególnych narodów do robienia win nie wynika jedynie z tradycji. (znalazłem informację, że na Ukrainie został zlokalizowany już na początku XIX wieku słynny instytut badawczy winorośli w Magaraczu.) Nie wiem, czy 30 lat temu ukraińskie wina smakowały podobnie, ale jesli tak było to chwała Gorbaczowowi, że dzięki niemu wiele „winnych” plantacji zamieniono na plantacje melonów…