Tak naprawdę, to w tym miejscu pojawić się miała notka o kardynalnych błędach, amatorszczyźnie i oszustwach programu „kuchenne rewolucje”. W trakcie pisania postu złość i „polactwo” wyparowywały jednak ze mnie zostawiając pole na winne rozważania… Poza tym są święta…

Płynnym spójnikiem przejdę zatem do opisu ostatniej spałaszowanej butelki.

Kraj:Polska
Region: Podkarpacie, Rzeszów
Szczepy: Jutrzenka

Półwytrawna jutrzenka 2009 z Winnicy Łany zagościła na powigilijnym stole. Zadanie, z racji wcześniejszego obżarstwa, znacznie utrudnione, lecz miało ono jedynie charakter „afirmacyjny”, gdyż piłem ją już wcześniej. Sam szczep, jak wskazuje nazwa, jest odmieną rdzenie polską. Co więcej, uznaje się ją za jedną z pierwszych wychodowanych przez naszych winiarzy. Jej początki sięgają połowy lat osiemdziesiątych na terenach jasielskiej winnicy Golesz. Jest mieszanką Seyve villard i Pinot blanc, która doskonale sprawdza się w Polskich warunkach. Cechuje ją nie tylko wysoka odporność na niskie temperatury, pleśń i grzyby, ale także szybka regeneracja po uszkodzeniach oraz duże grona. Z informacji, które niegdyś uzyskałem na konwencie winiarzy, zacytować mogę, że jest to świetna uprawa zarówno dla „żółtodziobów”, jak i „wyjadaczy”. Jaka zatem była pita przeze mnie Jutrzenka? Już na wstępie uderzał jej jasny, niemal przezroczysto-słomkowy kolor. Pierwszy nos przyniósł bogactwo aromatów, które po wprawieniu kieliszka w wir uderzyło jeszcze pełniej. „Wwąchanie się” przyniosło jednak rozszczarowaniem spowodowane zbyt wąską paletą i ostrymi ramami zapachowymi niepozwalającymi błądzić myślami w poszukiwaniu ukrytych aromatów. Był jednak urodzaj cytrusów okraszony migoczącą miętą w tle. Przekładając na jędyk sportowy: bukiet grał w nosie nie jak finezyjny brazylijski napastnik, ale raczej przypominał serbskiego libero, który za wszelką cenę chce odtworzyć choć jeden z dryblingów Kaki. Wrażenie pozostało jednak pozytywne i zachęcało do wypicia. W środku, pomimo obiecujących zapowiedzi, tak dobrze niestety nie było. Pomimo stosunkowo stabilnej budowy i dobrze zrównoważonej kwasowości Jutrzenka jawi się jako zbyt chaotyczna i „wyrywająca się”… Podkreśla to jeszcze mocny i tłamszący wszystko posmak alkoholu (szczególnie na finiszu), który pozostaje na długo po przełknięciu. Z informacji znalezionych na etykiecie wyczytać można o widełkach 12 – 14 %, co pozwala skłaniać się ku górnej granicy.
Zważając na wszelkie znaki na niebie i Ziemi ocenić trzeba jednak Jutrzenkę obiektywnym językiem i nosem. Ostateczne wnioski zmierzają w kierunku pochwały i rekomendacji. Nie jest to wino rzucające na kolana, ale z pewnością warte uwagi. Doskonale sprawdzi się na rozpoczęcie kolacji wspólnie z wyrazistą przystawką (mnie po głowie chodzi pasta chrzanowa:). Podobnie jak serbskiemu rozgrywającemu brakuje mu polotu i finezji. Podobnie jak w wypadku serbkiego rozgrywającego winę możemy zrzucić na niedostetczną infrastukturę, rodzące się zaplecze trenerskie oraz ćięższe niż na Zachodzi warunki aprowizacyjne. Gdy jednak, to odrzucimy dostaniemy ambitny szcep (piłkarza), który daje poprawne wino.

P.S. Standardowym mankamentem niestety jest niedostępność w sklepach… Produkowana i butelkowana jedynie na własny użytek oraz degustacje Jutrzenka powoli wychodzi na światło dzienne i z zazdrością przygląda się swojej „deserowej siostrze”, która w czerwcu zdobyła złoty medal konkursu Vinoforum w Ostrawie.