Tak śpiewał Maleńczuk z Waglewskim na płycie z męską muzyką. Kolejny wers mówił o ukochanej i o winach. Ukochanej kolegi co prawda nie było (na jej szczęście;), ale wino się pojawiło;). Zachęceni otwarciem nowego stoiska z winami w okolicznym sklepie, udaliśmy się między regały z rarytasami z calego świata. Jedyną prawidłowość jaką zauważyłem, to ułożenie alfabetyczne od dołu do góry i wszechobecne gallo, carlo rossi, el sol i casillero del diablo… Wybór wydawal się spory, ale spory wydawał się też niedosyt. W ręce wpadła nam butelka  „Gentile 2006″. Producent – Hugel (którego przedstawiać i rekomendować nie trzeba) gwarantował wysoki poziom wina. Nie będę ukrywał, że do wyboru skłonila mnie tez dość niezwykła mieszanka. Gewurztraminer, Pinot Gris, Riesling, Muscat i Sylvaner wypełniły całą butelkę niezwykłym aromatem. Bardzo rzeźki, świeży aromat z nutami owoców tropikalnych, dojrzalych zielonych jabłek i kwaiatów, przebił się nawet przez opary dymu z cygar… (kto to widzial, żeby nie przewietrzyć pokoju przed degustowaniem wina… ;) Świetnie zharmonizowane, doskonały balans smaków, swieżość i wyraźnie odzuwalna gładkość w ustach, czynią z tego trunku wino wyjątkowe. Pomny opowieści o zawirowaniach pogodowych w 2006 roku na terenach Hugel & Fils (z tego miejsca pozdrawiam opowiadającego mi to podczas salonu win francuskich;) byłem nieco sceptyczny, czy wino wpisze się w poziom z jakim kojarzy się Hugel. Wpisało się bez trudu. Moja słabość do alzackich butelek i ich zawartości srawia, że ocena degustacyjna jest bardzo wysoka. Oleistość i posmak gewurztraminera w połączeniu z budową pinot gris daje świetny efekt.Podobnie jak „spotkania z kolegą” zdecydowanie polecam;)