Na temat tego wina napisano już chyba wszystko, toteż i ja nie będę się zbytnio nad nim rozwodził;) Nie znam zbyt wielu osób, którym nazwa Gato Negro nie kojarzyłaby się z etykietą na której pół kota próbuje wyskoczyć z kolorowego kwadrata… Nie znam też zbyt wielu szeroko dostępnych (żeby nie powiedzieć masowych;) win, które utrzymują niezły poziom. Gato jednak od tego poziomu bardzo nie odbiega. Nie jest to wino wybitne, bo i do takiego miana nie pretenduje, ale mając w swojej kategorii cenowej wina od Gallo, Carlo Rossi, czy El Sol wypada na ich tle całkiem nieźle. Wczorajsza wieczorna eskapada na kazimierz utrzymana była własnie w klimacie Gato Negro ze szczepu Marlot. Bardzo lekkie, słodkawe wino, zdecydowanie sprawdziło się jako „nieinwazyjny” towarzysz rozmowy. Niezbyt wymagający „czarny kot” zdecydowanie sprawdza się w licznych kawiarniach i pubach. Jedynym, niestety dość poważnym, niedostatkiem jest za mało „merlota w merlocie”. Brak wyrazistości smaku i zapachu w połączeniu z niezwykle krótkim finiszem nie zachęca. Jak dla mnie na pewno lepsze niż „pół wytrawne wina z proszku” , jednak wrażenie niedosytu jest nazbyt wyraźne…

Notę degustacyjną Gato Negro znaleźć można na www.iwines.blogspot.com