Każdego winopijcę, wcześniej, bądź później dotyka swoista katalizacja smaków i zmysłów. Niektórym potrzebne są hektolitry, a niektórym kilka butelek, by przekonać się jakie smaki i aromaty nas oczarowują. Oczywiście decyzję podjąć można pochopnie i już po wypiciu kilku butelek stwierdzić, że „lubimy beczkowe z nowego świata”… Opinie te należy jednak odzielić grubą kreską od tych poważnych, przemyślanych, dojrzałych… Aby zrozumieć i docenić wino nie wystarczy go po prostu pić. Trzeba poznać krainę, szczepy, historię ludzi wytwarzających… etc. Antropologowie społeczni radzą by oceniać kulturę i jej czynniki w oderwaniu od kontekstu. Zasada ta jednak nie dotyczy dziedzin z pogranicza sztuki i nauki. Czy dzieła, które tworzył Francisco Goya w ostatnim etapie swojego życia moglibyśmy zrozumieć, gdyby nie szerszy kontekst? Czy wiedzielibyśmy, że są wyrazem sprzeciwu wobec ładu społecznego podsycanego przez artystę, który wydostał się ze szponów śmierci ? Czy to, że Goya nie bał się śmierci i igrał ze wszytskim nie rzuca choć cienia światła na jego twórczość?
Podsumowując winno-życiowe rozważania pamiętać trzeba o wybudowaniu bazy. Solidne fundamenty, zarówno w przypadku wiedzy winnej, jak i życiowych wyborów z pewnością przyczynią się do obrania odpowiedniego kursu. Później pozostaje już „tylko” trzymanie się drogi…

P.S. Notka jasna dla „wtajemniczonych” …