Mołdowa to specyficzny kraj. Wjeżdżając do niego pierwszy raz, uderza poczucie bycia niechcianym intruzem. Gdy „inastraniec” pojawia się na ulicy, to milkną głośne rozmowy, a wszystkie nieufne oczy wędrują w jego kierunku. Wydawać by się mogło, że kraj, którego ponad 60% dochodu z eksportu stanowi wino, powinien czerpać pełnymi garściami z „otwartej” kultury winnej. Nic bardziej mylnego… A to z powodu głównego odbiorcy… Obecnie 90% mołdawskich win trafia do Rosji. Co więcej są to przeważnie wina niezłej klasy i tubylcom pozostają jedynie te gorszej jakości. Na szczęście istnieją jeszcze punkty gdzie znaleźć można edycje prestiżowe, które nie zostały wysyłane do wschodniego wielkiego brata.
Gdy w 1984 roku Michaił Gorbaczow wypowiedział wojnę wysokiemu spożyciu alkoholu na Mołdowie odbiło się to bardzo mocno. Podobne zdarzenie miało miejsce, gdy niedawno embargo na mołdawskie wino zostało wprowadzone, tym razem z powodów politycznych. Mołdawianie nie zrezygnowali jednak z produkcji szlachetnego trunku. To co uderza najbardziej, to uprawy na każdym wolnym metrze przestrzeni. Winnice spotkać można na każdym kroku. Począwszy od stelaży nad wjazdem do garażu, a na kilkudziesięcio hektarowych plantacjach w odległości mniejszej niż 5 kilometrów od stolicy kraju skończywszy. Wino uprawia się jednak przede wszystkim na własny użytek i ciężko jest namówić kogokolwiek na sprzedaż swojego wyrobu.
Na początek na tapetę wzięte zostanie cuvee z jednej z dwóch największych piwnic winnych świata, Cricovy. Edycja prestizowa, przeznaczona głównie na eksport nie jest zbyt łatwo dostępna w okolicznych sklepach. To błąd! Cuvee Cricova Spumante Brut to niesamowite wino musujące. Niesamowite, szczególnie jesli weźmiemy pod uwagę jego cenę. Gdy za 5 euro możemy dostać butelkę wybornego trunku produkowanego tradycyjną metodą szampańską, to grzechem jest nie skorzystać z okazji. Leżakujące przeszło 30 miesięcy w butelce wino nie odbiega od uznanych szampańskich marek. Jasna suknia jest doskonałym tłem dla (prawie) perlistego trunku. Trunku, który na podniebieniu zaskakuje elegancją i delikatnością. Niezwykła harmonia i wyważenie sprawia, że muszę dołączyć tę butelkę do kategorii najlepszych win musujących jakie piłem. Przesiąkniete gruszką aromaty miodu i słonecznika dopełniają doskonały efekt. Finisz długi i niezwykle przyjemny, lekko palący w ustach. Nie wiem, czy można kupić je w Polsce, ale polecam każdemu, kto chce skosztować doskonałego „szampana” , a nie dysponuje 250 złotymi na trunek z tego regionu.

Przepraszam za zły format zdjęcia;) , ale postanowiłem je zostawić. Ktoś niedawno powiedział mi, że Mołdawia, to „kraj inny niż inne”, więc to zdjęcie też takie będzie;)