Nie sądziłem, że doczekam takich czasów… Jeśli już, to nie tak szybko i nie w Polsce… A tu proszę… Piszę tę notkę siedząc w ekspresie, który spokojnie mógłby poruszać się po torach w Niemczech i Austrii… Kabel od komputera spoczywa w gniazdku umieszczonym pod siedzeniem (i ładuje!!), z foteli nie wystaje gąbka, kontroler dziękuje za okazanie biletu, a konduktor przypomina o bagażu i cieszy się ze wspólnej podróży… Gdzie ja jestem?! Po tym niecodziennym wstępie ocena wina byłaby zupełnie zaburzona, gdyby nie popełnione wcześniej notatki. Tym razem na mój(właściwie nasz, bo niezbyt często piję sam) język trafiło sycylijskie corvo rosso z 2007 roku. Podarowane przez bliskiego przyjaciela z jednej okazji, wypitej zostało z innej… Tradycje Corvo rosso sięgają połowy XIX wieku. Jest to mieszanka nero d’Avola i Nerello Mascalese. Suknia intensywna, niemal granatowa, lekko połyskująca. W kieliszku wyczuwalne zapach owoców z przebijającą się wiśnią. Da się również wyczuć wpływ dębiny. W ustach przyjemne z niezłym balansem i dość długim finiszem. Producent (za pośrednictwem etykiety) rekomenduje temperaturę podawania pomiędzy 13 -15 C. Ja (za pośrednictwem bloga) rekomenduję jako idealne wino na niezobowiązującego letniego grilla.