amarone blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2011

W notce tej opisane miały zostać Lidlowskie rakiety V 1 i V 2 (czyli Vespral reserva i gran reserva) za odpowiednio 15 i 16 PLN. O nich będzie jednak krótko. Wina średniej klasy, powiewające cienizną. Jednocześnie muszę przyznać, że to wina o najlepszej relacji jakości do ceny z trzech odtychczas pitych w ramach winnych wtorków (Australijski kupaż chardonay i semillon za ponad trzydzieści złotych i niemiecki riesling za prawie sześćdziesiąt zdecydowanie ustępują na tym polu). Tylko przedstawiciel handlowy lokalnego importera może spodziewać się po gran reservie za 15 złotych cudów… Moja ocena (albo z dedykacją dla „romana” z deo – nasze „wyczuwalne” oceny) 5/10.

Tutaj następuje płynne przejście do drugiego tematu. Drażni mnie wszechwiedza Polaków. Drażni mnie to, że każdy jest najlepszym kandydatem na trenera męskiej reprezentacji piłkarskiej, najlepszym minitrem finansów, a po 30 edycjach tańca z gwiazdami najlepszym jurorem tanecznym… Niestety tendencja ta dotarła również do wina w internecie, gdzie co rusz ktoś wylewa swoje nieuzasadnione frustracje na innych…

1)  Nie rozumiem ironii związanej z winnymi wtorkami. To, ze oceny są różne – często zgoła odmienne ? Jeżeli to jest prawdziwa opinia, to piszący to jest winnym dyletantem. Wystarczy wspomnieć, że na najsłynniejszej światowej degustacji w ciemno z 1976 roku wśród jurorów oceny jednego wina różniły się nawet o 11 punktów w skali od 1 do 20 ! O rozbieżnościach w obecnych konkursach nie wspomnę… Pisząc notki i degustując wino każdy się uczy… Uczymy się oceniać i degustować. Możliwość porównania z innymi naprawdę dużo daje.
2) Nagonka na wszystkie błędy, nawet te najdrobniejsze, popełnione przez MW, Vintrips itp. – po co? Bezpiecznie jest komentować i wytykać błędy sprzed własnego ekranu, gorzej jednak gdy się samemu zostanie wezwanym do tablicy…
3) Dla ziejących jadem przesyłam Panią, która niedawno swoim szpadlem pozbawiła internetu Gruzinów i Ormian…

Ostatnie tygodnie upływają mi, niczym w Ulicy Sezamkowej pod znakiem litery P oraz imienia Markus! Można by rzec (jak to w niezapomnianym show), że są sponsorami tego odcinka… Niestety za sponsoring ten przychodzi mi słono zapłacić… Bohaterem dzisiejszej notki jest Riesling Kabinett Zeltinger Himmelreich 2009 z winnicy Markusa Molitora.
Pierwsze, wzrokowe oględziny przyniosly szybką ocenę niemal przezroczystej cieczy, lekko zabarwionej akcentami słomkowymi i płowo zielonymi. Następujące po nich, wnikliwsze spojrzenie i konstruktywne dyskusje zaowocowały wspólnym stwierdzeniem, że kolor uderza bardziej w akcenty zieleni. Idąc za głosem serca można byłoby to podciągnąć pod kolor roweru mojego dziadka określony przez tamtejszą „złotą rączkę” mianem WCZESNA PAPIERÓWKA…
Drugim krokiem było wywąchanie czegokolwiek. Czegokolwiek, gdyż z racji potężnej choroby moje nozdrza wyczuwają 10% tego co za zwyczaj. Tym razem wyczuły trochę owoców cytrusowych(ananasa, skórki cytrynowej oraz czegoś co pachnie jak owoc liczi (ale tu być może poniosła mnie fantazja i zapewne tradycyjnie się doszukuję;).
Trzecim podejściem było zachłyśnięcie się degustowanym trunkiem. Pierwsze 30 ml wypite zostało z dużym smakiem i chęcią pochłonięcia większych ilości. Kolejne „dawki” notowały niestety tendencję spadkową. Z czasem riesling staje się po prostu… mdły. Zbyt „bijący po zębach” cukier resztkowy i źle zrównoważona kwasowość nie czynią z tego wina mojego faworyta. Mimo tych wszystkich mankamentów jest w degustowanym winie coś co budzi szacunek i pozytywne odczucia. Jest to coś z pogranicza elegancji, i prestiżu. Pijąc je, ma się świadomość, że jednak nie trzyma się w ręku zwykłego rieslinga…
Z wypitym w ramach trzeciej odsłony Winnych Wtorków Rieslingiem Kabinett  jest trochę jak z weselem w podmiejskim domu ludowym. Na pierwszy rzut oka bardzo elegancko: stoły uginające się pod ciężarem zastawy, ciast i owoców, krzesła nakryte stylowymi pokrowcami, w kątach szarfy i złote balony… Z czasem dostrzegamy jednak pewne przerysowanie i brak gracji, zwiewności… Niby Państwo młodzi zdecydowali się na „prestiżowe” wesele i do picia było wino, ale jednak całość wyszła jakaś taka przaśna… 

(jak na poniższym obrazku)

  • RSS