amarone blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2010

Każdego winopijcę, wcześniej, bądź później dotyka swoista katalizacja smaków i zmysłów. Niektórym potrzebne są hektolitry, a niektórym kilka butelek, by przekonać się jakie smaki i aromaty nas oczarowują. Oczywiście decyzję podjąć można pochopnie i już po wypiciu kilku butelek stwierdzić, że „lubimy beczkowe z nowego świata”… Opinie te należy jednak odzielić grubą kreską od tych poważnych, przemyślanych, dojrzałych… Aby zrozumieć i docenić wino nie wystarczy go po prostu pić. Trzeba poznać krainę, szczepy, historię ludzi wytwarzających… etc. Antropologowie społeczni radzą by oceniać kulturę i jej czynniki w oderwaniu od kontekstu. Zasada ta jednak nie dotyczy dziedzin z pogranicza sztuki i nauki. Czy dzieła, które tworzył Francisco Goya w ostatnim etapie swojego życia moglibyśmy zrozumieć, gdyby nie szerszy kontekst? Czy wiedzielibyśmy, że są wyrazem sprzeciwu wobec ładu społecznego podsycanego przez artystę, który wydostał się ze szponów śmierci ? Czy to, że Goya nie bał się śmierci i igrał ze wszytskim nie rzuca choć cienia światła na jego twórczość?
Podsumowując winno-życiowe rozważania pamiętać trzeba o wybudowaniu bazy. Solidne fundamenty, zarówno w przypadku wiedzy winnej, jak i życiowych wyborów z pewnością przyczynią się do obrania odpowiedniego kursu. Później pozostaje już „tylko” trzymanie się drogi…

P.S. Notka jasna dla „wtajemniczonych” …

 

Tak naprawdę, to w tym miejscu pojawić się miała notka o kardynalnych błędach, amatorszczyźnie i oszustwach programu „kuchenne rewolucje”. W trakcie pisania postu złość i „polactwo” wyparowywały jednak ze mnie zostawiając pole na winne rozważania… Poza tym są święta…

Płynnym spójnikiem przejdę zatem do opisu ostatniej spałaszowanej butelki.

Kraj:Polska
Region: Podkarpacie, Rzeszów
Szczepy: Jutrzenka

Półwytrawna jutrzenka 2009 z Winnicy Łany zagościła na powigilijnym stole. Zadanie, z racji wcześniejszego obżarstwa, znacznie utrudnione, lecz miało ono jedynie charakter „afirmacyjny”, gdyż piłem ją już wcześniej. Sam szczep, jak wskazuje nazwa, jest odmieną rdzenie polską. Co więcej, uznaje się ją za jedną z pierwszych wychodowanych przez naszych winiarzy. Jej początki sięgają połowy lat osiemdziesiątych na terenach jasielskiej winnicy Golesz. Jest mieszanką Seyve villard i Pinot blanc, która doskonale sprawdza się w Polskich warunkach. Cechuje ją nie tylko wysoka odporność na niskie temperatury, pleśń i grzyby, ale także szybka regeneracja po uszkodzeniach oraz duże grona. Z informacji, które niegdyś uzyskałem na konwencie winiarzy, zacytować mogę, że jest to świetna uprawa zarówno dla „żółtodziobów”, jak i „wyjadaczy”. Jaka zatem była pita przeze mnie Jutrzenka? Już na wstępie uderzał jej jasny, niemal przezroczysto-słomkowy kolor. Pierwszy nos przyniósł bogactwo aromatów, które po wprawieniu kieliszka w wir uderzyło jeszcze pełniej. „Wwąchanie się” przyniosło jednak rozszczarowaniem spowodowane zbyt wąską paletą i ostrymi ramami zapachowymi niepozwalającymi błądzić myślami w poszukiwaniu ukrytych aromatów. Był jednak urodzaj cytrusów okraszony migoczącą miętą w tle. Przekładając na jędyk sportowy: bukiet grał w nosie nie jak finezyjny brazylijski napastnik, ale raczej przypominał serbskiego libero, który za wszelką cenę chce odtworzyć choć jeden z dryblingów Kaki. Wrażenie pozostało jednak pozytywne i zachęcało do wypicia. W środku, pomimo obiecujących zapowiedzi, tak dobrze niestety nie było. Pomimo stosunkowo stabilnej budowy i dobrze zrównoważonej kwasowości Jutrzenka jawi się jako zbyt chaotyczna i „wyrywająca się”… Podkreśla to jeszcze mocny i tłamszący wszystko posmak alkoholu (szczególnie na finiszu), który pozostaje na długo po przełknięciu. Z informacji znalezionych na etykiecie wyczytać można o widełkach 12 – 14 %, co pozwala skłaniać się ku górnej granicy.
Zważając na wszelkie znaki na niebie i Ziemi ocenić trzeba jednak Jutrzenkę obiektywnym językiem i nosem. Ostateczne wnioski zmierzają w kierunku pochwały i rekomendacji. Nie jest to wino rzucające na kolana, ale z pewnością warte uwagi. Doskonale sprawdzi się na rozpoczęcie kolacji wspólnie z wyrazistą przystawką (mnie po głowie chodzi pasta chrzanowa:). Podobnie jak serbskiemu rozgrywającemu brakuje mu polotu i finezji. Podobnie jak w wypadku serbkiego rozgrywającego winę możemy zrzucić na niedostetczną infrastukturę, rodzące się zaplecze trenerskie oraz ćięższe niż na Zachodzi warunki aprowizacyjne. Gdy jednak, to odrzucimy dostaniemy ambitny szcep (piłkarza), który daje poprawne wino.

P.S. Standardowym mankamentem niestety jest niedostępność w sklepach… Produkowana i butelkowana jedynie na własny użytek oraz degustacje Jutrzenka powoli wychodzi na światło dzienne i z zazdrością przygląda się swojej „deserowej siostrze”, która w czerwcu zdobyła złoty medal konkursu Vinoforum w Ostrawie.

Dużo wina musiało upłynąć zanim na blogu znów pojawiły się oznaki życia…

Przy pracy nad ponownym wskrzeszeniem internetowego twóru po raz kolejny uświadomiłem sobie, że wszystko w życiu jest sezonowe… No, prawie wszystko…


  • RSS