amarone blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2009

Amarone oczarowuje mnie niezmiennie od momentu, gdy zaczęła się moja przygoda z winami. Pomimo stosunkowo niedawnej fali zachwytów nad trunkiem tradycje jego wytwarzania sięgają już czasów cesarstwa Rzymskiego. To własnie Amarone było przedmiotem utworów Kasjodora. To własnie Amarone było gościem specjalnym mojej wczorajszej kolacji. Otwarte i zdekantowane 2 godziny wcześniej czekało cierpliwie na wypicie… Zanim jednak mój nos zaczął łapczywie wychwytywać wydobywające się zapachy, wcześniej w ruch poszły oczy. Ciemnogranatowa suknia z bardzo lekkimi ciemnoceglastymi naleciałościami zdradza, że będzie w świetnej kondycji również za kilka lat. Pięknie połyskująca barwa zachęca do skosztowania… Wewnątrz kieliszka pojawiają się łezki potwierdzające 15% zawartość alkoholu… Nos złożony, niezbyt krzykliwy. Przebijają się pełne (tłuste?) aromaty ciężkiej wiśniowej konfitury i wiśni w czekoladzie. W tle bardzo subtelnie przypomina o sobie wanilia. Wszystko to jest lekko przytłumione przez zapach alkoholu. Nie atakuje on jednak naszego nosa już na wejściu, lecz przenika wraz z innymi aromatami. W ustach pełne, bardzo eleganckie i świetnie zrównoważone. Bardzo świeże oraz mocne. Do tego mocno garbnikowe. Finisz bardzo długi, lekko palący – pozostawiający ślad po wielkim winie. Rzymianom bardziej niż za inne ewolucyjne wynalazki wdzięczny jestem za appassimento. Pomysł by suszyć grona na rodzynki był naprawdę epokowym odkryciem. Corvina Veronese, Rondinella i Molinara schnąc na słomianych matach wyzbywają się wody. Pozostaje coś na kształt „espresso” winnego. Sama esencja smaku! Za tę esencję trzeba jednak słono zapłacić. Nic, więc dziwnego, że wielu ludzi stojąc przed regałem Vin z Veneto ma spory dylemat, czy wybrać znakomite wino, czy udać się do sklepu obok i kupić firmowe buty (autentyczna historia;). Podobno Bertani wypuscił tylko 8300 skrzynek (czyli 49800 butelek) tego wina. Wczorajszy wieczór przyczynił się do uszczuplenia tej i tak skromnej liczby;)

Bertani Amarone della Valpolicella Classico 2000

Można śmiało zaryzykować twierdzenie, że Cotnari to rumuński trunek narodowy. Co prawda Rumuni nie wspominają o nim w hymnie (jak węgrzy o tokaju;), lecz wystarczy kilka kroków do pobliskiego marketu, by przekonać się, że rodzajów Cotnari jest więcej niż leków przeciwbólowych w aptece. Słynny niegdyś na całą Europę (także Polskę) trunek, czasy świetności ma już jednak za sobą. Jeden z największych ośrodków winiarskich zamienił się dziś w podupadającą wieś. Z wyjasnieneim tego zjawiska po raz kolejny przychodzą statystyki. Rumunia jest na szóstym w Europie i na dziesiątym na świecie (przynajmniej wg. A. Domine) producentem wina. Co jednak ciekawe niemal 90% wyrobów jest produkowanych na lokalne potrzeby. O ile w sąsiedniej Mołdawii 9 na 10 butelek eksportowanych jest do Rosji, o tyle w Rumuni dzieje się dokładnie odwrotnie. Produkcja na lokalne potrzeby zawsze zaś wiąże się z niższą jakością, niż w przypadku trunków eksportowych. Cotnari jest niestety tego najlepszym przykładem. Białe deserowe wina o dość dużej zawartości cukru (około 50g na litr) i alkoholu porównywane często bywają do węgierskich furmintów. W moje ręce ( i podniebienie) takie cotnari jednak nie wpadło… Wpadło natomiast Cotnari Francusa z 2007 roku. Odznaczone kilkoma nagrodami (niestety wszystkie przyznane zostały przez krajan) wino charakteryzuje się dość jasnym, wyblakłym, słomkowym kolorem. Smak w pełni odpowiada przypuszczeniom. Oleistość oraz lekka budowa poprarta dużą kwasowością to cechy charakterystyczne wina. W kieliszku panował nastrój owocowo – kwiatowy z domieszką miodu. Bukiet nie był jednak nad wyraz przyjemny i intensywny. Również finisz pozostawiał wiele do życzenia. Niepochlebna recenzja spowodowała nowy zakup. Na etykiecie drugiej opróżnionej butelki widniał napis Cotnari Dealul Catalina (żeby było ciekawiej etykieta była pionowa;). Reklamowane jako zwycięzca konkursu w Kiszyniowie nie spełniło jednak pokładanych w nim nadziei. Bardzo lekkie półwytrawne wino spotęgowało przekonanie o bardzo słabej kondycji rumuńskiego winiarstwa. Nienajlepsza równowaga wzbogacona pozbawionym wyrazu kwiatowym bukietem idą w parze z krótkim finiszem i pionową etykietą;) Na obronę wina przyznać muszę, że pomimo wielu ułomności są przesłanki by uznać jest za eleganckie… Wypite cotnari wbrew temu co uważa producent są typowymi winami codziennymi. Cieszyć się nimi można zarówno podczas obiadu, jak i w upalny dzień.

Poniżej zdjęcia płyt nagrobnych najzagorzalszych zwolenników Cotnari.
P.S. Mam nadzieję, że miłośnicy Amarone tak nie kończą;)
 

Mołdowa to specyficzny kraj. Wjeżdżając do niego pierwszy raz, uderza poczucie bycia niechcianym intruzem. Gdy „inastraniec” pojawia się na ulicy, to milkną głośne rozmowy, a wszystkie nieufne oczy wędrują w jego kierunku. Wydawać by się mogło, że kraj, którego ponad 60% dochodu z eksportu stanowi wino, powinien czerpać pełnymi garściami z „otwartej” kultury winnej. Nic bardziej mylnego… A to z powodu głównego odbiorcy… Obecnie 90% mołdawskich win trafia do Rosji. Co więcej są to przeważnie wina niezłej klasy i tubylcom pozostają jedynie te gorszej jakości. Na szczęście istnieją jeszcze punkty gdzie znaleźć można edycje prestiżowe, które nie zostały wysyłane do wschodniego wielkiego brata.
Gdy w 1984 roku Michaił Gorbaczow wypowiedział wojnę wysokiemu spożyciu alkoholu na Mołdowie odbiło się to bardzo mocno. Podobne zdarzenie miało miejsce, gdy niedawno embargo na mołdawskie wino zostało wprowadzone, tym razem z powodów politycznych. Mołdawianie nie zrezygnowali jednak z produkcji szlachetnego trunku. To co uderza najbardziej, to uprawy na każdym wolnym metrze przestrzeni. Winnice spotkać można na każdym kroku. Począwszy od stelaży nad wjazdem do garażu, a na kilkudziesięcio hektarowych plantacjach w odległości mniejszej niż 5 kilometrów od stolicy kraju skończywszy. Wino uprawia się jednak przede wszystkim na własny użytek i ciężko jest namówić kogokolwiek na sprzedaż swojego wyrobu.
Na początek na tapetę wzięte zostanie cuvee z jednej z dwóch największych piwnic winnych świata, Cricovy. Edycja prestizowa, przeznaczona głównie na eksport nie jest zbyt łatwo dostępna w okolicznych sklepach. To błąd! Cuvee Cricova Spumante Brut to niesamowite wino musujące. Niesamowite, szczególnie jesli weźmiemy pod uwagę jego cenę. Gdy za 5 euro możemy dostać butelkę wybornego trunku produkowanego tradycyjną metodą szampańską, to grzechem jest nie skorzystać z okazji. Leżakujące przeszło 30 miesięcy w butelce wino nie odbiega od uznanych szampańskich marek. Jasna suknia jest doskonałym tłem dla (prawie) perlistego trunku. Trunku, który na podniebieniu zaskakuje elegancją i delikatnością. Niezwykła harmonia i wyważenie sprawia, że muszę dołączyć tę butelkę do kategorii najlepszych win musujących jakie piłem. Przesiąkniete gruszką aromaty miodu i słonecznika dopełniają doskonały efekt. Finisz długi i niezwykle przyjemny, lekko palący w ustach. Nie wiem, czy można kupić je w Polsce, ale polecam każdemu, kto chce skosztować doskonałego „szampana” , a nie dysponuje 250 złotymi na trunek z tego regionu.

Przepraszam za zły format zdjęcia;) , ale postanowiłem je zostawić. Ktoś niedawno powiedział mi, że Mołdawia, to „kraj inny niż inne”, więc to zdjęcie też takie będzie;)

Analogii pomiędzy winem, a życiem codziennym jest nieskończenie wiele… Tym razem nasunęło mi się następujące porównanie… Ogromny wpływ w naszym życiu ogrywają przypadkowe wydarzenia, przypadkwo spotkani ludzie i przypadkowe miejsca… Przypadkowe tylko na pozór, gdyż podświadomie do nich dążymy. Podobnie się dzieje w świecie wina. Często kupiona i wypita bez większego namysłu butelka może nam na długo zaszumieć w głowie… Tak właśnie było w moim przypadku. Ubóstwiam Amarone, uwielbiam Brunello i rozkoszuję się Barolo, jednak moje myśli ciągle zaprząta niepozorne Bardolino. Michael Schuster napisał kiedyś o nim „mało interesujące”. Coś w tym jest, jednak jak zawsze w grę wchodzą indywidualne preferencje. Bardolino zbudowane jest z typowej dla Veneto „mieszanki” : bazowa Corvina połączona w celu uzyskania koncentracji i charakteru z Rondinellą następnie „wygładzona” Molinarą. Wino to urzeka mnie przede wszystkim doskonałym odwzorowaniem regionu. Leniwe i beztroskie wieczory nad jeziorem Garda zamknięte są w butelce niezobowiązującego wina. Tym razem miałem przyjemność kosztować Bardolino Classico z bodegi Delibori. Ono również nie odbiegało od wytyczonego schematu. Żywe, lekkie z wyczuwalnymi aromatami wiśni (właściwie wiśniowej konfitury;) i lekkimi nutami migdałowymi. Intensywny kolor i średniej długości finisz dopełniają efekt. Jak dla mnie jedno z najlepszych „win dnia codziennego”. Mocne schłodzenie wina pozwala zatuszować jego niedoskonałości, ale również cieszyć się jego świeżością w upalne dni. Co prawda degustujący je trafili na pierwszy od miesiąca deszcz, ale i to nie przeszkodziło im w radosnej  konsumpcji;)


  • RSS