amarone blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2009

Kaprys…

Brak komentarzy

Kaprys to krótki utwór muzyczny w którym najważniejsze jest pokazanie wirtuozerii grającego. W świecie wina kaprysami nazwać możemy lekkie i przyjemne trunki. Trunki, które sprawiają radość picia, bez konieczności specjalnego skupienia i dekantacji. Jak już kiedyś pisałem wino możemy dobrać nie tylko do potraw (i filmów;), ale również do miejsca w którym je wypijemy… Podziwiającym niezwykłe pejzaże towarzyszyła butelka włoskiego dolcetto. Dolcetto di Dogiliani (’08) to wino lekkie i przyjemne. Po otworzeniu butelki uderza bukiet pełen jeżyn i borówek. Zza nich delikatnie przebija się migdałowe tło. Odpowiednia równowaga garbników i świeżej kwasowości w połączeniu z niską zawartością alkoholu (12,5%) daje zadowalający efekt. W ustach żywe. Wszysto to w połączeniu z umiarkowanym finiszem czyni dolcetto podobnym do win półwytrawnych. Godne do polecenia każdemu, kto chce spędzić wieczór bez zbytniego patosu, sztywnej atmosfery i karafki dekantacyjnej…

Dobór wina do potrawy jest sprawą dość istotną. Ostatnio przekonałem się, że istotny jest także dobór wina do filmu. Inne wino wypijemy wpatrzeni w ekran na, którym wyświetlane są filmy z chuckiem norrisem, a inne podziwiając Ala Pacino. Oglądając świetną angielską komedią „death at the funeral” raczyliśmy się gewurztraminerem. Uwielbiam gewurztraminery. Ich jedyną wadą jest nazwa… (Za długa i zbyt niemiecka;) Tym razem w nasze ręce wpadła butelka gewurztraminera(2007) z regionu trydent-górna adyga (okolice appiano). Winnica St. Michael-Eppan robi świetne białe ( z czerwonymi troszkę gorzej) wina. Od tej reguły nie było odstępstwa i tym razem. Niezwykle aksamity i oliesty trunek o bardzo kwaitowym zapachu z przebijającymi się nutami goździków, cytrusów i róż(?) sprawdził się znakomicie do świetnej, pełnej czarnego humoru, angielskiej komedii. Przyjemny i krągły w ustach, niezbyt zobowiązujący, a do tego świetnie zrównoważony i elegancki ( co nie zawsze w gewurztraminerach się udaje).Wino zdecydowanie godne polecenia.

Platanos;)

2 komentarzy

Dzisiejszy post niewiele będzie miał wspólnego z notką degustacyjną. Będzie to post z pogranicza chemii i sztuki;). Chciałem podzielić się ciekawym spostrzeżeniem (ciekawym dla mnie, ponieważ dojrzalsi winopijcy mogli się już z tym z tym zjawiskiem zetknąć i nie budzi ono ich zdziwienia;) Mocne aromaty zielonych bananów w czerwonym winie wydawały mi się całkowitą abstrakcją, jednak tylko do czasu… Niedawno trafiłem właśnie na ten egzotyczny aromat pijąc w jednym kieliszku (bez przemywania oczywiście;)i w odpowiedniej kolejności: Rosso Sant Antimo (w moim wypadku był to rocznik 2001 od Capanny), następnie Porto Ruby(Ramos Pinto), na koniec, zaś do kieliszka dostał się australijski shiraz (Jindalee Estate z ’08). Krótką chwilę po napełnieniu szkła ostatnim z wymienionych trunków uderzył mnie zapach bananów. Nie był on jednak delikatny i subtelny, lecz niesamowicie intensywny. Był odpowiednikiem zapachu bananów przykładanych wprost przed nos przez ulicznych sprzedawców. Z jego wyczuciem poradziliby sobie chyba wszyscy (nawet cierpiący na „wieczny katar”). To w jaki sposób łączą się estry nigdy nie przestanie mnie zadziwiać… Swoją drogą ciekawe, czy połączenia innych win kryją jeszcze większe sensacje zapachowe?



  • RSS