Co wnikliwsi zdążyli już zauważyć, że od ostatniego czasu zakurzyło się tu już nieco... Nie wynika to jednak z niedbalstwa, bądź abstynencji.. ale zacznijmy od początku. Miały być włochy i wyjazd do winnic Basilicaty, a tu winnice Basilicaty przyjechały do mnie!!! W Krakowie otwrty został włoski wine bar!!! Ja też mam tam swój skromny udział!! Piję wino, rozmawiam z naszymi gośćmi i tylko trochę menadżeruję, a jeszcze mi za to płacą;) Założycielem jest krewki sycylijczyk. Sam robi świetne wina. Ma też wielu zaprzyjaźnionych winiarzy, dzięki czemu nasza karta jest dość wyjątkowa. Znajduje się w niej 50 win, z czego ponad 30 na kieliszki. Dominuje w niej nieznana i niedoceniana Basilicata, z górującym Aglianico del Vulture (najlepsze wino z tego szczepu, Torre 2001, zasługuje na osobną notkę). W lokalu można jednak nie tylko napić się świetnego wina, ale również zjeść prawdziwe włoskie antipasti (żadnej pizzy i makaronów). Co by się jeszcze Wam pochwalić napiszę tylko, że menu przygotowywał nam oficjalny kucharz Fc Barcelona. Miejsce to traktuję jak własne dziecko i 17 godzin w pracy nie jest niczym nadzwyczajnym;) Czekałem na takie miejsce i chciałem w nim aktywnie uczestniczyć. Jak widać marzenia naprawdę się spełniają... Poniższe zdjęcia nie oddają klimatu i wnętrza lokalu, gdyż były robione w pośpiechu. 3majcie kciuki i jeśli będziecie na Zwierzynieckiej 23 w Krakowie, to zapraszam. Ci, którzy powołają się na Konrada i jego bloga liczyć mogą na spore gratisy;)


Tagi: wino, amarone, amarone blog, degustacja wina, barolo wine bar
skomentuj (0)
Tagi: wino, amarone, amarone blog, degustacja wina, corvo rosso 2007
skomentuj (1)



Tagi: wino, amarone, amarone blog, degustacja wina, dni węgrzyna, tokaj, bikaver
skomentuj (2)
Tagi: wino, amarone, amarone blog, degustacja wina, mołdowa, codru
skomentuj (0)
Pamiętam jak czytając notkę na blogu białenadczerwonym zazdrościłem autorowi możliwości spróbowania niecodziennego, wyprodukowanego w polsce, domowego wina. W swoim dość krótkim jeszcze życiu, kilkukrotnie piłem polskie wina. Czym innym są jednak trunki wytwarzane przez wybitnych fachowców w winnicach Golesz, Jasiel, czy mojej ulubionej Święty Roch, a czym innym te wytwarzane w przydomowych ogródkach. Takie wina oddają charakter "domowego winemaker'a". Nie zawierają niepotrzebnych naleciałości. Wytwarzający je trzymają się znanych prawideł. Nie kombinują z innowacjami. Robiąc wino mają nadzieję, że wyjdzie równie smaczne jak przed rokiem i dwoma... Picie tych win zabiera nas do sielankowej krainy...
W moje ręce dostała się butelka wina zrobionego na styku Podkrapacia i Małopolski. Zgodnie z przypuszczeniami było słodkie. Niezgodnie z przypuszczeniami było całkiem niezłe... Już od początku w oczy rzuciła się barwa wina. Kolor oscylował pomiędzy wypłowiałym koniakiem, a mocną herbatą z kilkoma kroplami soku z cytryny. Był lekko mętny i błyszczący. Na ściankach pojawiały się wyraźne łezki. Zawartość alkoholu mocno powyżej 14% (na mój średnio doświadczony język między 16-18%). W zapachu dominowała nuta alkoholowa. Jednak po kilkukrotnym zakręceniu kieliszkiem, znad alkholowej woni przebił się przyjemny aromat kwiatów skąpanych w miodzie. Po ponownym zakręceniu znad kieliszka wydobył się zapach słodkiego, babcinego soku truskawkowego. W ustach dało się wyczuć sporą przewagę cukru. Wino było bardzo oleiste i krągłe. Drugi łyk zasłoczył mnie jednak bardziej niż pierwszy. Gdyby nie nadmiar cukru mozna byłoby zaryzykować stwierdzenie, że w ustach zbliżone jest nieco do średniej klasy win tokajskich. Wcześniejsze schłodzenie doskonale wyretuszowały niedociągnięcia i sprawily, że piło się je z przyjemnością. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się spróbować jakiegoś specyfiku od "Pana Producenta" (którego serdecznie pozdrawiam;).
P.S. Nazwa Carcassonne została nadana temu winu przeze mnie i nie wiem, czy uzyska oficjalną akceptację wytwórcy. Jesli chodzi o powody takiej nazwy, to co wnikliwsi nie będą mieli problemów z jej rozszyfrowaniem...
Zdjęcia niestety trochę zmieniły barwę wina i wyszło zbyt ciemne...
Tagi: wino, amarone, amarone blog, degustacja wina, carcassonne
skomentuj (3)
Amarone oczarowuje mnie niezmiennie od momentu, gdy zaczęła się moja przygoda z winami. Pomimo stosunkowo niedawnej fali zachwytów nad trunkiem tradycje jego wytwarzania sięgają już czasów cesarstwa Rzymskiego. To własnie Amarone było przedmiotem utworów Kasjodora. To własnie Amarone było gościem specjalnym mojej wczorajszej kolacji. Otwarte i zdekantowane 2 godziny wcześniej czekało cierpliwie na wypicie... Zanim jednak mój nos zaczął łapczywie wychwytywać wydobywające się zapachy, wcześniej w ruch poszły oczy. Ciemnogranatowa suknia z bardzo lekkimi ciemnoceglastymi naleciałościami zdradza, że będzie w świetnej kondycji również za kilka lat. Pięknie połyskująca barwa zachęca do skosztowania... Wewnątrz kieliszka pojawiają się łezki potwierdzające 15% zawartość alkoholu... Nos złożony, niezbyt krzykliwy. Przebijają się pełne (tłuste?) aromaty ciężkiej wiśniowej konfitury i wiśni w czekoladzie. W tle bardzo subtelnie przypomina o sobie wanilia. Wszystko to jest lekko przytłumione przez zapach alkoholu. Nie atakuje on jednak naszego nosa już na wejściu, lecz przenika wraz z innymi aromatami. W ustach pełne, bardzo eleganckie i świetnie zrównoważone. Bardzo świeże oraz mocne. Do tego mocno garbnikowe. Finisz bardzo długi, lekko palący - pozostawiający ślad po wielkim winie. Rzymianom bardziej niż za inne ewolucyjne wynalazki wdzięczny jestem za appassimento. Pomysł by suszyć grona na rodzynki był naprawdę epokowym odkryciem. Corvina Veronese, Rondinella i Molinara schnąc na słomianych matach wyzbywają się wody. Pozostaje coś na kształt "espresso" winnego. Sama esencja smaku! Za tę esencję trzeba jednak słono zapłacić. Nic, więc dziwnego, że wielu ludzi stojąc przed regałem Vin z Veneto ma spory dylemat, czy wybrać znakomite wino, czy udać się do sklepu obok i kupić firmowe buty (autentyczna historia;). Podobno Bertani wypuscił tylko 8300 skrzynek (czyli 49800 butelek) tego wina. Wczorajszy wieczór przyczynił się do uszczuplenia tej i tak skromnej liczby;)
Bertani Amarone della Valpolicella Classico 2000
Tagi: wino, amarone, amarone blog, degustacja wina
skomentuj (2)
Można śmiało zaryzykować twierdzenie, że Cotnari to rumuński trunek narodowy. Co prawda Rumuni nie wspominają o nim w hymnie (jak węgrzy o tokaju;), lecz wystarczy kilka kroków do pobliskiego marketu, by przekonać się, że rodzajów Cotnari jest więcej niż leków przeciwbólowych w aptece. Słynny niegdyś na całą Europę (także Polskę) trunek, czasy świetności ma już jednak za sobą. Jeden z największych ośrodków winiarskich zamienił się dziś w podupadającą wieś. Z wyjasnieneim tego zjawiska po raz kolejny przychodzą statystyki. Rumunia jest na szóstym w Europie i na dziesiątym na świecie (przynajmniej wg. A. Domine) producentem wina. Co jednak ciekawe niemal 90% wyrobów jest produkowanych na lokalne potrzeby. O ile w sąsiedniej Mołdawii 9 na 10 butelek eksportowanych jest do Rosji, o tyle w Rumuni dzieje się dokładnie odwrotnie. Produkcja na lokalne potrzeby zawsze zaś wiąże się z niższą jakością, niż w przypadku trunków eksportowych. Cotnari jest niestety tego najlepszym przykładem. Białe deserowe wina o dość dużej zawartości cukru (około 50g na litr) i alkoholu porównywane często bywają do węgierskich furmintów. W moje ręce ( i podniebienie) takie cotnari jednak nie wpadło... Wpadło natomiast Cotnari Francusa z 2007 roku. Odznaczone kilkoma nagrodami (niestety wszystkie przyznane zostały przez krajan) wino charakteryzuje się dość jasnym, wyblakłym, słomkowym kolorem. Smak w pełni odpowiada przypuszczeniom. Oleistość oraz lekka budowa poprarta dużą kwasowością to cechy charakterystyczne wina. W kieliszku panował nastrój owocowo - kwiatowy z domieszką miodu. Bukiet nie był jednak nad wyraz przyjemny i intensywny. Również finisz pozostawiał wiele do życzenia. Niepochlebna recenzja spowodowała nowy zakup. Na etykiecie drugiej opróżnionej butelki widniał napis Cotnari Dealul Catalina (żeby było ciekawiej etykieta była pionowa;). Reklamowane jako zwycięzca konkursu w Kiszyniowie nie spełniło jednak pokładanych w nim nadziei. Bardzo lekkie półwytrawne wino spotęgowało przekonanie o bardzo słabej kondycji rumuńskiego winiarstwa. Nienajlepsza równowaga wzbogacona pozbawionym wyrazu kwiatowym bukietem idą w parze z krótkim finiszem i pionową etykietą;) Na obronę wina przyznać muszę, że pomimo wielu ułomności są przesłanki by uznać jest za eleganckie... Wypite cotnari wbrew temu co uważa producent są typowymi winami codziennymi. Cieszyć się nimi można zarówno podczas obiadu, jak i w upalny dzień.
Poniżej zdjęcia płyt nagrobnych najzagorzalszych zwolenników Cotnari.
P.S. Mam nadzieję, że miłośnicy Amarone tak nie kończą;)



Tagi: wino, amarone, amarone blog, degustacja wina, cotnari
skomentuj (0)